Ziewający kot

Przetarg SEO z punktu widzenia tej drugiej strony

Wielokrotnie mogłem obserwować przetargi SEO od strony Agencji. Tym razem mogłem zobaczyć jak wyglądają od strony Klienta. Oczywiście nie mogę pisać o szczegółach, ale mam kilka spostrzeżeń, którymi chciałbym się podzielić. Może komuś pomogą zmienić podejście do klientów, a tym samym pozyskać nowych…

Wrażenia ogólnie

Przetarg SEO od drugiej strony wygląda bardzo interesująco. Szczególnie, jeśli Agencja nie spodziewa się, że po drugiej stronie może być ktoś kto się zna, a myślę, że do takich osób mogę się bez problemu zaliczyć.

Nie będę skupiał się jakoś szczególnie na tym co dobre. Przynajmniej nie w tym wpisie. Bo naprawdę widać, że Agencje zmieniają swoje podejście do SEO. Oczywiście zmiany są na plus. Ale ciągle jest wiele minusów i chcę o tym napisać, bo nie powinno mieć to miejsca.

Jeżeli ktoś przychodzi oferując usługi tak mocno uzależnione od firmy trzeciej jaką jest Google to musi przynajmniej pokazać się jako profesjonalista, któremu warto powierzyć swój serwis w wyszukiwarce.

Dlatego na spotkaniach, w ofercie i ogólnie w komunikacji bardzo ważne są detale, bo nie oszukujmy się to co robią Agencje różni się tylko w detalach.

Przetarg SEO i grzechy Agencji SEO

Jakie więc są problemy? Jest ich wiele. Od naprawdę mało istotnych, które są ignorowane, ale mimo wszystko nie powinny mieć miejsca. Do takich, które potrafią w ułamku sekundy z bardzo ciekawej oferty zrobić coś nie do zaakceptowania.

Na liście w dość losowej kolejności umieściłem to co najbardziej utkwiło mi w pamięci:

  • ukrywanie kosztów – oceniając ofertę pod uwagę trzeba brać wszystkie czynniki. Cena jest bardzo ważna, więc ukrywanie kosztów np. utrzymania linków po zakończeniu współpracy ma znaczenie krytyczne.
  • wykorzystanie logo – nieśmiało, ale takie wątki się pojawiają. Nikt odpowiedzialny nie wystawi referencji osobie/firmie, której nie zna.
  • nie obejrzenie strony klienta – nie można rozmawiać na temat strony, jeśli jedna ze stron nie zadawał sobie trudu, żeby zobaczyć jak ona wygląda.
  • brak osoby mogącej podejmować jakiekolwiek decyzje – spotkania nie są tylko po to, żeby obejrzeć slajdy, ale też po to, żeby przyjmować wstępne założenia. Na spotkaniu musi być osoba, która może podejmować decyzje.
  • traktowanie klienta jak idioty – SEO jest już na tyle dojrzałe, że również po stronie klientów pracują osoby, które się znają. Dlatego naiwne jest zakładanie, że ogólniki i banały wystarczą do przekonania do siebie. Konkret musi być.
  • brak uzasadnienia dla kwot z wyceny – przedstawienie tylko tabelki z cenami bez informacji co w sobie zawierają powoduje, że nie możliwe jest porównanie takiej oferty z innymi. Szczytem wszystkiego jest, sytuacja kiedy osoby z agencji na spotkaniu też tego nie wiedzą i deklarują, że doślą informacje na ten temat…
  • brak pytań – spotkanie jest między innymi po to, żeby się poznać i dowiedzieć więcej na temat klienta. To jest ten czas kiedy agencja może pytać i doprecyzować swoją ofertę pod kątem faktycznych oczekiwań klienta. Nie zadawanie pytań oznacza tyle, że taka oferta nie będzie dostosowana.
  • brak kreatywności/pomysłów – często oferty nie są dopasowane do klienta. Widać, że część firm ma uniwersalną ofertę, która sprawdzi się w każdym przypadku.
  • niesłuchanie – coś gorszego niż brak pytań. Mimo robienia notatek na spotkaniu przez osoby z agencji okazuje się, że najwyraźniej nie są one później czytane.
  • przypominanie się – agencja umawia się z klientem, że do jakiegoś dnia podeśle uzupełnienie. Mija termin i nic.
  • oczekiwanie dostępu do poufnych danych – dane, które są poufne są takie z jakiegoś powodu. Dobra Agencja powinna być w stanie z wykorzystaniem swoich narzędzi ocenić stan serwisu, jego widoczność, potencjał wzrostów itp.
  • brak pomysłów na bonus uzależniony od efektu sprzedażowego – zaskakujące jest to, że agencja potrafi opowiadać o tym jak SEO może pomóc zwiększyć przychody, ale jak już trzeba to powiązać z modelem bonusowym nie ma pomysłu jak to zrobić, bo nagle nie jest w stanie zagwarantować, że jej działania zwiększą przychody.
  • przekonanie, że klient nie ponosi ryzyka – jest to dość interesujące, bo wiele Agencji uważa, że tylko one ponoszą ryzyko. A co gwarantuje Agencja w stałej opłacie? Klient ponosi ryzyko, że będzie płacił za coś co może nie dać żadnej poprawy.
  • brzydkie dokumenty – niby taki detal, ale jak w ofercie są błędy i widać, że wszystko było sklejane na szybko to jakoś tak nie zachęca. Nie chodzi o wypasione dokumenty, ale to przejrzyste i sformatowane z logo firmy. Takie, że widać, że ktoś poświęcił te dodatkowe 120 sekund, żeby mieć pewność, że klient będzie widział to co ma zobaczyć bez odgadywania intencji autora dokumentu.

Nie jest to pełna lista. Z pewnych punktów postanowiłem zrezygnować, żeby nie ułatwiać Agencjom zbytnio pracy 🙂

Przejrzałem tę listę kilka razy i w wielu punktach ciągle nie mogę uwierzyć, że takie sytuacje mogły mieć miejsce.

 Podsumowanie

Praca Agencji SEO lub samodzielnych specjalistów SEO nie jest łatwa. Konkurencja jest duża. Każdy chce zdobyć klienta. Szkoda, że w tym pędzie wielu zapomina o kliencie i jego oczekiwaniach.

Jeśli już na etapie przetargu SEO pojawiają się problemy to ciężko oczekiwać, że nie będzie ich później…

2 myśli nt. „Przetarg SEO z punktu widzenia tej drugiej strony”

  1. Ciekawe sugestie, ale nie do końca wszystkie odpowiadają przygotowaniu dokumentacji przetargowej. Przedstawione punkty w 100% pasują do spotkań biznesowych, gdzie agencje przedstawiają swoją ofertę – dla przetargów trzeba trzymać się Ustawy.

    Przykład:
    „brak osoby mogącej podejmować jakiekolwiek decyzje – spotkania nie są tylko po to, żeby obejrzeć slajdy, ale też po to, żeby przyjmować wstępne założenia. Na spotkaniu musi być osoba, która może podejmować decyzje.” – chcesz powiedzieć, że na spotkaniach ustalasz zasady przetargu?

    1. Prawnikiem nie jestem i nie będę, chyba że każdy kto poczyta wikipedie będzie mógł nim zostać.

      Ale prawie zawsze w przypadku firm nie państwowych przetarg to seria spotkań biznesowych. I czy nazwa tutaj jest prawidłowa czy nie jest to nazywane przetargiem – choć być może taka nazwa jest nadużyciem w świetle ustawy.
      W przypadku firm państwowych pierwszy etap to zawsze przypomnienie do jakiej kwoty przetarg nie jest potrzebny … i dopiero jak nie ma szansy się w nim zmieścić to konieczny jest przetarg, a wtedy zaczyna to wszystko trwać i wymaga zupełnie innych działań z obu stron. Ale i tak warto się przygotować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *